Najlepsza muzyka do biegania

Mimo, że pogoda za oknem coraz bardziej zachęca do aktywności fizycznej, to wiele z nas ciągle pozostaje w leniwym trybie zimowym. Jednym z najlepszych sposobów, aby dodać sobie sił i motywacji do biegania, jest zdecydowanie dobra, energiczna muzyka.

Zaczniemy standardowo – muzyka rockowa i jej pochodne to coś, co najczęściej przychodzi nam do głowy kiedy potrzebujemy solidnej dawki energii. W kwestii znanych i lubianych klasyków, którzy przemawiają zarówno do ortodoksyjnych fanów muzyki sprzed XXI wieku, jak i młodego pokolenia, niekwestionowanym liderem jest Led Zeppelin, a w kontekście sportu – ich pierwszy album. Niesamowity materiał pełen przebojowych wokali i zdumiewających solówek, a to wszystko w towarzystwie burzącej ściany sekcji rytmicznej.

Skoro jesteśmy już w muzyce rockowej, to wypadałoby wspomnieć jedną z jej najenergiczniejszych odmian – punk. Wszyscy znają Iggy’ego Popa jak ojca chrzestnego punk rocka, który zdecydowanie najwięcej zamieszania zrobił ze swoim pierwszym dużym projektem – The Stooges. Ich drugi album „Funhouse” jest wręcz reliktem dla wszystkich wielbicieli wesołego jazgotu.

Jeśli hałas zaproponowany na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych to za mało, proponujemy Sonic Youth, zespół, który zdefiniował współczesny kształt noise rocka. Przester, sprzężenia zwrotne i dysonujące riffy to definicja nagrania „Goo”.

Być może Sonic Youth nie jest wystarczająco przystępne dla wszystkich – dlatego polecamy bardziej współczesne i na pewno bardziej taneczne (fenomenalny singiel „Keep Slipping Away”) „Exploding Head” zespołu A Place To Bury Strangers. Odpowiednia dawka motorycznej, agresywnej perkusji, elektroniki oraz eksperymentów ze wściekłą gitarą.

Jeśli repetycja zawarta na poprzednim albumie przypadła Ci do gustu w kontekście biegania, z pewnością polubisz niemieckie Can, a zwłaszcza fenomenalne „Mother Sky”. Twórcy nurtu zwanego „krautrockiem” utorowali drogę dla transowego grania skupionego na pulsie i rytmie, co dwadzieścia lat później przerodziło się w coś, co dziś znamy jako techno.

Współczesne podejście do rockowej repetycji, zwłaszcza przyprawionej elektronicznym brzmieniem, to specjalność jednoosobowego projektu o nazwie Soft Moon. Tegoroczny album „Criminal” to doskonale wyważona dawka industrialu, post-punku i energicznego techno.

Mieszanie gatunków z naciskiem na rytm to specjalność słynnego LCD Soundsystem. Ich „American Dream” był jednym z najlepiej ocenianych albumów zeszłego roku, jednak my polecamy klasyczny i w niektórych kręgach kultowy już self-titled z 2005. Bardzo przyjemny electro-punk, który zachęci Cię do tanecznego truchtu o każdej porze dnia.

Zapaleni imprezowicze, którzy szukają prawdziwych energetyzujących potworów, prawdopodobnie ziewają po przejrzeniu większości listy. Dla nich mamy coś specjalnego – I Hate Models, czyli rewelacyjny industrial/trance, dający kopa nawet największemu leniuchowi.

Moje porady okazały się przydatne? Napisz komentarz i podziel się tym ze znajomymi:

NAPISZ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here